Poczta Polska to kolejne państwo w państwie. Wspomnę tylko, że listy do Australii kilka lat temu szły ponad 86 dni. Nie dają odszkodowania, bo powołują się na przepis międzynarodowy, w którym jakiś bubek zapomniał określić ilości dni na dostarczenie. Na tej podstawie nie odpowiadają za przewlekłość w ruchu międzynarodowym.

Stosują też triki w reklamacjach, że jak się zbliża termin przekroczenia czasu na odpowiedz, to wysyłają maila z pytaniem co to są np. walory kolekcjonerskie. Zyskują w ten sposób kolejne 14 dni. Ignorują zmieniając treść zgłoszonych problemów. Np. zgłaszam brak potwierdzenia odbioru w Kanadzie, a oni mi przysyłają orzeczenie, że nie uznano reklamacji, bo przeszklę odebrano w dniu tym, a tym. Tylko ja płaciłam osobno za druczek potwierdzenia odbioru, czyli za dodatkową usługę. Napiszę do rzecznika Obrony Konsumenta, to odpisze, że nie jego kompetencja, albo po zasięgnięciu wiadomości u źródła (czyli winowajcy) uznaję sprawę za rozwiązaną.

W listopadzie mieli zator z monitoringiem, ale nikt się do tego nie przyzna. Wszystko stało, a oni wprowadzili te nowe wpisy co to nic nie mówią poza transportem paczki z punku przeładunkowego do punktu przeładunkowego, czasami 6 razy. W efekcie wszystkie monitoringi z listopada stoją na wpisie, że opuściła Polskę, a u nas, że w drodze.

Na takim wpisie PP straciłam 80 zł. Anglik zgłosił, że nie dostał, na monitoringu widać, że od 03-12-2019 stoi ostatni wpis i oddali mu moją kasę z Pay Pal. Nie mam ani CD, ani pieniędzy, a dodatkowo e-bay zabrał haracz za sprzedaż do której według tegoż e-bay nie doszło.

Złożyłam reklamację w PP, ale co mi to da. jak nawet w 40 min rozmowie konsultantką PP nie umiała mi wytłumaczyć dlaczego jest tak, jak nie powinno być. Jeśli stwierdzą, że Anglik dostał przesyłkę to za 90 dni mogę mu w d..... nadmuchać.